Nowe podatki i podwyżki opłat od 2021 r.

Nie owijając w bawełnę powiem, że od przyszłego roku państwo będzie wyciągało od nas więcej pieniędzy. Na co? Oto lista:

  1. wzrośnie opłata za prąd,
  2. dojdzie opłata mocowa (jak dla mnie to wsparcie dla elektrowni węglowych) oraz OZE (wsparcie zielonej energii),
  3. dojdzie opłata za wymianę oleju silnikowego,
  4. wchodzi podatek cukrowy (na razie od napojów słodzonych),
  5. wchodzi opłata „małpkowa” (trzeba będzie się przerzucić na większe butelki 😉 ),
  6. wróci podatek od dochodów uzyskanych za granicą (coś czuję, że nie zachęci to do powrotu do kraju),
  7. wchodzi podwójne opodatkowanie wspólników spółek komandytowych i jawnych (spółki te zostaną podatnikami CITu, a że wspólnicy mają większą odpowiedzialność niż wspólnicy spółek z o.o., więc przypuszczam, że w krótkim czasie będziemy mieli urodzaj na spółki z o.o.),
  8. wchodzi podatek od środków transportu przekraczających 3,5 tony,
  9. media publiczne klepią biedę, więc wzrasta również abonament RTV,
  10. w podatkach lokalnych wzrasta podatek od nieruchomości, posiadania psa, opłata targowa i uzdrowiskowa,
  11. wzrasta opłata za wywóz śmieci,
  12. dużo więcej osób zapłaci podatek od deszczu (jest: dla działek o powierzchni co najmniej 3,5 tys.m2 zabudowanych w conajmniej 70%, będzie: dla działek o powierzchni co najmniej 600 m2 zabudowanych w conajmniej 50%),
  13. wchodzi podatek od plastiku,
  14. wzrasta wyrokość składek na ZUS dla przedsiębiorców,
  15. mają wejść także: podatek od węgla, cyfrowy, opłata przekształceniowa OFE, handlowy (w fazie planowania).

A były takie piękne zapowiedzi, że rządzący wiedzą, że jest trudno i źle, i że w związku z tym podatków nie podniosą. A wyszło jak zawsze…

No cóż, nie pozostaje chyba nic innego, tylko rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady 😉 A jeśli już komuś przyjdzie na to ochota, to polecam przejść się Połoniną Wetlińską – na tym blogu możecie sobie trochę o niej poczytać.

Poza tym szczęśliwego Nowego Roku, dużo zdrowia, radości i optymistycznego patrzenia w przyszłość, bo cóż innego nam pozostaje. Bawcie się dobrze w Sylwestra, niekoniecznie z niedofinansowanym TVP, bo skoro im brakuje kasy, to pewnie ekskluzywnie nie będzie 😉

Dalej chodzę zdziwiony

Jak zacząłem się dziwić na początku roku, tak mi zostało. Tak dziwnego roku to jeszcze nie było. Kryzysy polityczne i duże zmiany w polityce na świecie. Pandemia. Wykorzystywanie pandemii do ograniczenia praw obywatelskich, zwłaszcza u nas. Nie jest to tylko moje zdanie, ale też niezależych obserwatorów i dziennikarzy. Pogoda – zaczęło się suszą, a później były zalania; ogólnie zimny rok.

Mimo, że powodów do pisania było wiele, jednak długo tego nie robiłem. Nie chciałem swojej frustracji wylewać na blogu. Trzeba walczyć o utrzymanie dochodów, a nie tracić czas na wylewne wpisy. A z tym jest coraz gorzej. Grozi nam kolejny lockdown, przy jednoczesnym ograniczeniu wsparcia ze strony państwa, które dotychczas też nie powalało. Było takie na pokrycie niektórych kosztów, a nie żeby przeżyć i zarobić.

Coraz więcej firm, dużych firm, notuje tak duże straty, że po kolei ogłaszają zamknięcia sklepów stacjonarnych. Zatem będzie jeszcze gorzej, kiedy choćby byli sprzedawcy w galeriach zasilą szeregi bezrobotnych.

Kto może, przenosi się do internetu, ale cóż z tego, skoro nie wszystko da się sprzedać/kupić w sieci, a poza tym ten rodzaj sprzedaży nastręcza też wielu problemów z uwagi na odsyłanie towarów, bo nie można przymierzyć. W przypadku butów i ciuchów jest to problem. I to wielki problem.

Koronawirus rujnuje zdrowie, restrykcje – nerwy i życie. Co i jak chronić to już kwestia sporna. Na pewno nie ma sensu się nadmiernie narażać, ale położenie się do łóżka z zamiarem przeczekania sytuacji też nie wchodzi w grę. Trzeba walczyć z apatią własną i dzieciaków, przyznam, że ograczonymi środkami. Korzystając z pogodnego weekendu zamierzam je zabrać na wycieczkę. Kto wie, czy to nie będzie nasza ostatnia wycieczka w tym roku.

Dlaczego? Bo jak miecz Demoklesa wisi nam nad głowami groźba kolejnych ograniczeń. Zapowiada się znacznie głębszy kryzys gospodarczy niż ten z 2008 roku… A to, że dotyczy nie tylko nas, lecz jest rozlany na cały świat, nie ułatwia sytuacji.

Dziwi mnie to

Czasami słyszę, a nawet wypowiadam popularne powiedzenie: w moim wieku już nic nie jest w stanie mnie zdziwić. Tyle, że to nie prawda. Przynajmniej w moim wypadku. Potrafią mnie zdziwić zarówno reakcje ludzi na rzeczy normalne, jak i na nienormalne. I w ogóle wiele różnych rzeczy.

Żeby nie gadać tak trzy po trzy bezsensu podam przykłady. Wiem, że wszystkie towary można podzielić na te: kiepskiej jakości (więc tanie), normalnej jakości (optymalne cenowo), dobrej jakości (drogie) i bardzo drogie. W tym ostatnim przypadku króluje przekonanie, że są to towary luksusowe, wyjątkowej jakości. Z tą jakością to różnie bywa. Po prostu są one skierowane do osób, które lepiej się czują kupując horrendalnie drogie rzeczy. A horrendalnie drogie mogą być zarówno samochody, jak i skarpetki. Nie, to mnie nie dziwi. Zdziwiłem się jednak, kiedy zobaczyłem, że moja małżonka kupiła sobie właśnie takie horrendalnie drogie… legginsy. Serio? Serio!

Zdziwiłem się także dziś czytając informację o kolejnym potwierdzonym przypadku koronowirusa w naszym kraju. Minister przekazując ją powiedział, że pacjentka nie była za granicą i nie miała kontaktu z osobą chorą… Serio, panie ministrze? Ja rozumiem, że mogła nie wiedzieć, że miała, ale żeby minister zdrowia w XXI w. powoływał się na teorię samorództwa…

Co jeszcze mnie ostatnio zdziwiło? Przyzwyczaiłem się już do tego, że wszyscy Chińczycy i Koreańczycy przebywający w naszej okolicy, chodzą w maseczkach. Jednakże zdziwił mnie wczoraj widok Chinki czy też Koreanki jadącej samochodem w maseczce… W aucie była sama…

Obawiam się, że w najbliższych miesiącach wiele razy jeszcze będę zdziwiony.

Przegląd prasówki

Dobra, dziś będzie przegląd prasówki, bo mnie zaintrygował, więc postanowiłem napisać trochę o tym co się dzieje na świecie.

  1. w Hiszpanii szaleje sztorm (z gigantycznymi kilkunastometrowymi falami) oraz śnieżyce, nawet na terenach, na których od 40 lat śnieg nie był widziany,
  2. w Jerozolimie rozpoczęło się V Światowe Forum Holokaustu, na które nie pojechał nasz prezydent, bo strzelił focha na Rosję. Zatem prezydent Rosji może sobie mówić co chce, bo kontry nie będzie. Dziwne to tym bardziej, że większość Żydów, która zginęła miała polskie obywatelstwo, jakby nie patrzeć.
  3. prezydent ma chyba jakiś nerwowy czas. Kłóci się nie tylko z Putinem. Słowami Gomułki próbował „dopiec” także UE… No i mamy jeszcze spór na linii TK – SN, z udziałem Sejmu i Prezydenta… Tragedioza…
  4. z Chin rozprzestrzenia się koronowirus. Widziałem film jak walczą z nim Chińczycy i jakie zabezpieczenia stosują w szpitalu. Z przykrością stwierdzić muszę, że jesteśmy lata świetlne za nimi i na takie „akcje” nie jesteśmy przygotowani.
  5. odnośnie „ustawy kagańcowej” i jej uzasadnienia, że władza sądownicza nie powinna krytykować ustawodawczej, to stwierdzić muszę, że ponieważ NADAL mamy trójpodział władzy i jej równość, więc oczekuję rozciągnięcia tej ustawy także na władzę ustawodawczą i wykonawczą, tak aby przedstawiciele wszystkich tych władz za wzajemne krytykowanie wylecieli z roboty. Jeśli już wprowadza się takie zasady to dla wszystkich.
  6. Windows jakiś czas temu ogłosił, że przestaje pracować nad 7. Teraz zaczyna się nagonka na zakup 10 i to przy wykorzystaniu bardzo skutecznej metody – za chwilę nie zalogujesz się do banku, jak używasz 7…
  7. no i oczywiście w tym roku będzie drożej. Pewnie dużo drożej. Skoro już pensje rosną i są rozdawane kolejne pieniądze z budżetu, to trzeba je „przejeść”, żeby przypadkiem Polacy nie odłożyli, bo przecież trzeba nakręcać PKB. Będzie droższy prąd, pieczywo, warzywa, owoce, transport, paliwo, … dobra uproszczę – wszystko.

O czymś zapomniałem? Coś pominąłem? No cóż, dużo się dzieje. A to powyżej najwyraźniej najbardziej mnie zainteresowało.

Gonimy własny ogon

Ludzie uczą się cały czas czegoś nowego, ale sam proces myślenia (a nie wymyślania kolejnych przedmiotów czy opracowywania technologii) to ewolucja rozłożona na wieki. Grube wieki. Na razie nie ruszyliśmy nawet z miejsca. Nadal gonimy własny ogon łudząc się, że panujemy nad przyrodą czy nawet nad sobą samymi w kontekście makro, a tymczasem nic z tego.

Nie panujemy ani nad pożarami w Australii, ani nad tymi, które były na Syberii, ani nad globalnym ociepleniem, podnoszeniem poziomu wód, przez co całe narody – na razie – wyspiarskie muszą opuszczać swoje domy. Nie panujemy nawet nad ilością śmieci wytwarzanych na świecie i zalegających gdzie się da, czyli głównie w biedniejszych państwach i oceanach.

Nie panujemy też nad nieodpowiedzialnymi politykami dążącymi do kolejnych wojen, w wyniku których kolejne nieszczęścia spadną na niewinną ludność.

Za to marzy nam się podbój kosmosu i przenoszenie tej nieodpowiedzialności dalej…

Liczyłem na ciekawe lata dwudzieste, ale samo słowo „ciekawe” rozumiałem raczej w pozytywnym znaczeniu, a nie jako przekleństwo z chińskiego powiedzenia. Tymczasem sytuacja zmierza w fatalnym kierunku. Oby tendencje się jak najszybciej zmieniły. Może już czas na jakiś mały tiptopek cywilizacyjny. Wszystkim by to wyszło na dobre – i ludziom i zwierzętom i roślinom i w ogóle całej planecie.

Dobra, dość smędzenia w nowym roku. Najlepszego!

Podatek od słodkości

Znowu na blogu wyszła czarna dziura. No trudno, chyba czas pogodzić się z faktem, że „neutralnego” czasu wciąż brak i blogowanie przegrywa z obowiązkami i przyjemnościami. Przeczytawszy jednak dziś o planach wprowadzenia podatku od słodkości, postanowiłem o tym napisać.

Otóż, jak czytam, wiele krajów wprowadziło już podatek od produktów o dużej zawartości cukru. To „dużo” jest jednak trochę dziwne, bo chodzi o zawartość powyżej 5%. Jeśli czytacie etykiety na produktach, to wiecie, że to niewiele. Jeśli mówimy o opodatkowaniu konkretnych produktów np. słodkich napojów, batonów, czekolad (w sumie chipsy zdrowsze nie są, tyle że pewnie nie zawierają tyle cukru), to jest to dla mnie jasne, ale jeśli chodzi o wszystkie produkty zawierające powyżej 5% cukru, to spawa robi się mało czytelna. Dlaczego? Bo objęłoby to choćby wszystkie owoce, soki, jogurty, serki, kefiry owocowe, pieczywo, itd.

Ale sama pula rzeczy objętych podatkiem to jedno. Jest też wiele innych problemów:
1. jeśli przyczyną wprowadzenia nowego podatku jest walka z otyłością, to podatek powinien być przeznaczony tylko na tę walkę i leczenie, a nie powinien trafiać do „wspólnego worka”,
2. bez edukacji i tak nie będzie spadku otyłości. Moim zdaniem jego przyczyną jest przyzwyczajanie dzieci od małego do „zdrowego” jedzenia; zdrowego – zgodnie z reklamami. Wielu rodziców serwuje dzieciom na śniadanie płatki czy kulki czekoladowe, cynamonowe czy jakie tam są, bo uważa, że to zdrowe.  I przyzwyczaja je od dzieciństwa i od samego rana do wysokocukrowych produktów. Dzieciom to smakuje i owszem, nawet na godzinę- dwie pobudza, a później następuje zjazd energetyczny. Próbowałem kilku takich rodziców przekonać, że to błąd. Nie udało się, bo „dzieciom to smakuje i będzie chryja jak zmieni im się menu”. Więc dla świętego spokoju niech jedzą…
3. Polacy są przyzwyczajeni do podwyżek. Ceny papierosów są wysokie, a i tak palacze palą, nawet gdy narzekają, że brakuje im kasy w domowym budżecie. Jeśli za tym nie pójdzie edukacja i moda na bycie fit, to nic się nie zmieni. Poza dodatkową kasą w budżecie.
4.  może warto też wspomnieć, że nadmierne spożycie słodyczy to nie tylko problemy z otyłością, ale też z uzębieniem. Może dbałość o ładny uśmiech bardziej podziała. A przy okazji polecam – dentysta Kołobrzeg.

A jakie jest Wasze zdanie na temat nowego podatku?

Uff, witajcie po długiej przerwie

Uff, witajcie po długiej przerwie spowodowanej wielkimi problemami technicznymi. Te problemy to zamknięcie bloxa, gdzie wcześniej sobie pisałem. Blog zarchiwizowałem, ale zabrakło czasu na zorientowanie się gdzie go można przenieść.

No a na urlopie (czyli dziś), kiedy nie ma dzieciaków, można przeznaczyć na to trochę czasu. Przeznaczyłem i jestem tu.

Za długo jednak nie chcę nad tym marudzić, bo dzisiejszą piękną pogodę wolę wykorzystać na aktywność. Za godzinę jestem umówiony z kumplem na rower 🙂

Blog przeniesiony bez komentarzy, które jakoś nie chcą się importować…

W lutym

Ostatnie 1,5 miesiąca było zbyt zimne, żeby jeździć na rowerze. Jeździłem więc z kumplami i z rodziną na narty. Zmiana dyscypliny sportu też jest czasem potrzebna. Zwłaszcza, że śniegu mamy w tym roku pod dostatkiem i szkoda byłoby go nie wykorzystać.

Od weekendu zapowiada się spore ocieplenie. Wrócę zatem do ulubionych wycieczek. Na razie po asfaltowych ścieżkach rowerowych, bo na polnych i leśnych za dużo błota jak na moje upodobania. W zeszłym roku nieźle się na takiej błotnej zagrzebałem. Była wywrotka i sporo czyszczenia – siebie i roweru. Ciekawe czy wcześniejsza wiosna już z nami zostanie, czy odwróci się do nas plecami w połowie marca i znowu przyjdzie zima… Na razie deszcz rozpuścił resztki śniegu i lodu. Odkrył za to zapiaszczone ulice i mnóstwo psich kup… Ludzie, sprzątajcie po pupilach!!!

W tym roku częściej bywam też na lodowisku. Mała się wkręciła, a z kimś raźniej. Padło na tatę, bo mama jak zwykle zajęta, jak nie w pracy to w domu. Moim zdaniem mogłaby sobie część prac odpuścić i przyłączyć się do nas, ale od razu jest biadolenie, że nie ma kto tego zrobić, więc po dwóch propozycjach odpuściłem. Cenię sobie spokój.

Za dwa dni Walentynki i wypadałoby coś kupić… Wiem, że tego się ode mnie oczekuje, ale nie mam pomysłu na coś oryginalnego. Waham się więc pomiędzy wizytą w sklepie jubilerskim a jakimś pakietem do spa, które kupują kumple swoim żonom… A czasu coraz mniej…

Cudowny wynalazek

Rower to jednak cudowny wynalazek. Dzięki niemu naprawdę poprawiłem kondycję w tym sezonie, choć na początku bywało ciężko. Po pierwszej konkretnej wyprawie tak moje kolana dostały w kość, że później przez pół nocy spać nie mogłem, a przez kilka kolejnych dni nie było lekko. Na szczęście nauczyłem się mierzyć zamiary na siły i uwzględniać moje możliwości i… wiek. Teraz mogę się pochwalić konkretną kondycją i przyzwyczajeniem do jazdy. Dlatego też postanowiłem w tym roku nie zamykać sezonu rowerowego, przynajmniej dopóki nie spadnie śnieg. Zamierzam jeździć, choć trochę, może nie codziennie, ale na pewno w weekendy. Szkoda byłoby zaprzepaścić efektów.

Niestety rodzina bakcyla nie złapała 🙁