Dalej chodzę zdziwiony

Jak zacząłem się dziwić na początku roku, tak mi zostało. Tak dziwnego roku to jeszcze nie było. Kryzysy polityczne i duże zmiany w polityce na świecie. Pandemia. Wykorzystywanie pandemii do ograniczenia praw obywatelskich, zwłaszcza u nas. Nie jest to tylko moje zdanie, ale też niezależych obserwatorów i dziennikarzy. Pogoda – zaczęło się suszą, a później były zalania; ogólnie zimny rok.

Mimo, że powodów do pisania było wiele, jednak długo tego nie robiłem. Nie chciałem swojej frustracji wylewać na blogu. Trzeba walczyć o utrzymanie dochodów, a nie tracić czas na wylewne wpisy. A z tym jest coraz gorzej. Grozi nam kolejny lockdown, przy jednoczesnym ograniczeniu wsparcia ze strony państwa, które dotychczas też nie powalało. Było takie na pokrycie niektórych kosztów, a nie żeby przeżyć i zarobić.

Coraz więcej firm, dużych firm, notuje tak duże straty, że po kolei ogłaszają zamknięcia sklepów stacjonarnych. Zatem będzie jeszcze gorzej, kiedy choćby byli sprzedawcy w galeriach zasilą szeregi bezrobotnych.

Kto może, przenosi się do internetu, ale cóż z tego, skoro nie wszystko da się sprzedać/kupić w sieci, a poza tym ten rodzaj sprzedaży nastręcza też wielu problemów z uwagi na odsyłanie towarów, bo nie można przymierzyć. W przypadku butów i ciuchów jest to problem. I to wielki problem.

Koronawirus rujnuje zdrowie, restrykcje – nerwy i życie. Co i jak chronić to już kwestia sporna. Na pewno nie ma sensu się nadmiernie narażać, ale położenie się do łóżka z zamiarem przeczekania sytuacji też nie wchodzi w grę. Trzeba walczyć z apatią własną i dzieciaków, przyznam, że ograczonymi środkami. Korzystając z pogodnego weekendu zamierzam je zabrać na wycieczkę. Kto wie, czy to nie będzie nasza ostatnia wycieczka w tym roku.

Dlaczego? Bo jak miecz Demoklesa wisi nam nad głowami groźba kolejnych ograniczeń. Zapowiada się znacznie głębszy kryzys gospodarczy niż ten z 2008 roku… A to, że dotyczy nie tylko nas, lecz jest rozlany na cały świat, nie ułatwia sytuacji.