W delegacji

Odzwyczaiłem się już od wyjazdów służbowych. Jakoś ostatnio tak to bywało, że większość spraw dało się załatwić telefonicznie i mailowo, ewentualnie kontrahenci przyjeżdżali do nas. A tu wczoraj przyszło mi się tłuc na drugi koniec Polski, a dziś i jutro rozmowy. Właściwie dziś już były, więc do wieczora mam wolne. Póki co siedzę sobie w restauracji czekając na obiad. Później chyba pójdę trochę pozwiedzać, tym bardziej, że pogoda sprzyja, bo co prawda mógłbym posiedzieć trochę pod telefonem, ale nie oszukujmy się, to żadna przyjemność spędzać czas w hotelu, mimo że całkiem przyzwoitym. Niby wszystko czyste i pachnące: wszystko odkurzone, pościel zmieniona, piękne narzuty na łóżko, czyste ręczniki, ale jakoś nie odczuwam przyjemności w spędzaniu tam czasu, w spaniu w łóżku i w pościeli, w których przede mną spały setki ludzi. Nawet jeśli wszystko jest odświeżone. Co w swoim to w swoim. Pewnie to samo można powiedzieć o talerzach, filiżankach i sztućcach w restauracji, ale jakoś mniej mnie to mierzi. Nie lubię delegacji także dlatego, że w podróżach służbowych można zapomnieć o 8 godzinnym dniu pracy i powrocie do domu, do swoich prywatnych spraw. Z kolei osobom, do których przyjeżdżamy z reguły nie zależy na pośpiechu – dowód: mój przyjazd. O 13:00 byłem już po rozmowach, a pozostałe jutro. Jakby nie można było zorganizować wszystkiego w jednym dniu. No dobra, wystarczy narzekania, bo obiad się zbliża. Mam nadzieję, że po nim w lepszym humorze spędzę czas 🙂

Ciekawe jaki będzie wynik wyborów

Ciekawe jaki rzeczywiście będzie wynik wyborów, bo w sondażowe czary mary jakoś nie wierzę; tym bardziej, że u różnych instytucji badających rozstrzał jest spory. Aż chciałoby się mieć nadzieję, że wysokie poparcie dla Kukiza przełoży się na przyszłą politykę, skoro tak duża część społeczeństwa ma dość ustawiania wyborów, ciągle tych samych osób pojawiających się pod różnymi sztandarami partyjnymi, dyktatu rządu, gnębienia podatkami własnych obywateli przy jednoczesnym dawaniu forów firmom zagranicznym, pomysłów, że możesz postępować zgodnie z prawem, ale jak jakiś urzędnik stwierdzi że miałeś ochotę obejść jakieś inne przepisy, to może Cię ukarać, nakazów z góry aby wszystkich przedsiębiorców traktować jak przestępców objawiających się w nakazie nakładania kar przy każdej kontroli, namawiania obywateli do rozmnażania się, bo co tam że Ziemia przeludniona i że tym nowym obywatelom spłodzonym dla dobra ZUSu lub ich dzieciom będzie groził głód, grunt żeby składki płacili; oczywiście sama święta krowa (w skrócie: ZUS) jest niereformowalna i żadne optymalizacje kosztów (np. rezygnacja z imprez integracyjnych, wycieczek, ośrodków wczasowych, samochodów służbowych i innych dobrodziejstw, które zżerają składki) nie wchodzi w rachubę. Obawiam się jednak, że to poparcie dla kandydata, który też ma dość, objawi się co najwyżej biegunką w dniu wyborów u osób, które ze „służby dla narodu” uczyniły sobie stałe źródło dochodów i generalnie nie odbierają tego jako służby tylko sposobu na ustawienie siebie i rodziny. Po wyborach odetchną i wrócą do starego stylu rządzenia. I znów będzie nagonka jednych na drugich. Bo niestety zbyt wiele osób dało się wciągnąć w tę polityczną kołomyję i wmówić sobie, że nie ma wyjścia z sytuacji i że „dobrze jest jak jest, oby nie było gorzej”. A czas ucieka, razem z emigrantami, którzy mogliby wiele wskórać w kraju, ale wolą wyjechać widząc akcje zaciskania pasa w Polsce, żeby pomóc np. biednej Grecji, która nie taka głupia, żeby ludziom przyznawać głodowe emerytury i zabierać świadczenia.

No więc mimo wszystko ciekaw jestem czy te wybory coś zmienią i jaki będzie ich wynik. Może dlatego, że ponoć nadzieja umiera ostatnia. A może rzeczywiście uda się wprowadzić do polityki kogoś, kto przynajmniej spróbuje coś zmienić.

Przed świętami

Koniec marca i okres przedświąteczny oznacza zawsze więcej zajęć, zarówno w pracy jak i w domu. W pracy to wiadomo, wiele osób obudziło się z zimowego letargu i chcą wszystko jak najszybciej załatwić. Dodajmy do tego obawę o zwolnione tempo pracy w okresie okołoświątecznym wynikające z urlopów wielu osób i już mamy presję, podkręcone tempo pracy, nerwową atmosferę itd.

W domu znowu mnóstwo zajęć na ogrodzie i w domu, bo coś co jest czyste, może być przecież bardziej czyste; na ogrodzie trzeba zawsze coś robić: grabić, siać, walcować nierówności, przesadzać, malować, konserwować, itd.

Trzeba też zadbać o samochód po zimie: nie tylko go umyć i odkurzyć, ale też nawoskować i zmienić koła, choć z tym akurat wolę się wstrzymać do połowy kwietnia, bo nigdy nie wiadomo jaką niespodziankę w tym okresie sprawi pogoda, a do pracy rano trzeba dojechać.

Za tydzień dzieciaki zaczynają wolne, więc trzeba będzie więcej czasu posiedzieć w pracy, bo w domu się ostatnio nie da. Mają jakiś wielki przypływ energii: drą się, szaleją, krzyczą, biegają, spraszają kolegów i koleżanki. Ostatnio tak się wygłupiali z farbami gdy „odrabiali pracę domową”, że ucierpiały ściany i podłoga. O ile podłogę dało się domyć, to na ścianach pozostały plamy, więc oczywiście okazało się, że małżonka zarządziła malowanie (na szczęście, jak już się ciepło zrobi), z uzasadnieniem, że i tak trzeba było odświeżyć, więc nie ma co krzyczeć na Potomkinię. Potomkini zaś zażyczyła sobie nowych mebli, bo „różowo-białe są dla małych dzieci”. A ona niby nie jest już mała. Jak znam życie przekona matkę do słuszności swoich twierdzeń więc wolę wcześniej znaleźć jakieś młodzieżowe, fajne acz tanie meble systemowe, bo znając niszczycielskie tendencje Potomkini i jej zamiłowanie – po mamusi – do zmian, zapewne za jakiś czas znów zarządzi zmianę. Kobiety.

Ja za to na strychu u rodziców wygrzebałem starą, przedwojenną maszynę do pisania, która całkiem niedawno (znaczy przed urodzeniem Potomków), była jeszcze sprawna, ale okazało się, że ta informacja jest już nieaktualna, bo Potomkowie kiedyś nudząc się w czasie wakacji, wparowali na strych i zepsuli. Maszyna wygląda przednio. Przywiozłem ją i mam ambitny plan naprawy. Niestety odpowiednich punktów już raczej nie znajdę, instrukcji, szkiców czy planów, też nie. Pozostaje więc zwykła dedukcja pod tytułem: jak to powinno być zrobione. Postanowiłem ją naprawić. Wcześniej czy później na pewno mi się to uda.

Początek wiosny

W zasadzie mamy już początek wiosny i pierwsze wiosenne zakupy, bo okazało się, ze „kopytka” dzieciakom przez zimę urosły i trzeba kupić nowe buty.

Po marudzeniach, że taka piękna pogoda, że się do szkoły nie chce chodzić, powiedziałem im, że w tym roku wyjątkowo pozwolę im iść na wagary w dzień wagarowicza 🙂 A co, niech mają 😉 Też sobie wtedy zrobię wolne.

I po..

Święta, święta i po świętach.

Ferie, ferie i po feriach.

Styczeń, styczeń i po styczniu.

Laptop, laptop i po laptopie. I o dziwo to najbardziej mnie boli, bo choć był już leciwy, to jednak przyzwyczaiłem się już do niego, a zwłaszcza do klawiatury. Oglądałem inne, ale żaden nie ma takiego samego układu klawiszy. Trzeba się będzie przyzwyczajać na nowo. I jak znam siebie, pewnie nie jedno zostanie przez przypadek wykasowane, zwłaszcza, że nie patrzę na klawiaturę jak piszę, więc to gdzie jest delete ma dla mnie doniosłe znaczenie. Dzieciaki już się kłócą kto weźmie mojego lapka na zbiórkę elektrośmieci, która jest co jakiś czas organizowana w szkole i od której mają profity w postaci plusów, pochwał do dziennika i podwyższonej oceny z zachowania. Tymczasem ja muszę go jakoś reanimować, żeby zrobić skuteczne kasowanie danych z dysku, bo nie wyobrażam sobie tak po prostu wyrzucić tego. A jak się nie da, to trzeba będzie wyjąć dysk i jakoś go mechanicznie uszkodzić. Jak na moje potrzeby to powinno wystarczyć. Dobrze, że najważniejsze rzeczy mam zarchiwizowane.

Można by jeszcze dodać (choć z pewną obawą, że za wcześnie): zima, zima i po zimie…

U nas przedświątecznie

Przeglądałem starsze wpisy i widzę, że moje życzenia z zeszłego roku, aby Boże Narodzenie w 2014 r. okazało się śnieżne, nie ma szans na powodzenie. Trudno, chyba tak już musi być, że grudnie będą teraz jesienne i dżdżyste. Dobrze, że nie wieje (przynajmniej tutaj) tak jak w zeszłym roku.

Dziś u nas wielkie święto, bo przywiozłem choinkę. Chciałem żeby postała na dworze, żeby była jak najładniejsza na święta, ale gdzie tam, dzieciaki się uparły i stoi już w salonie, a oni biegają, cieszą się i ją ubierają. W tym roku postawiłem na jodłę, więc łapek nie pokłują, a przy okazji nie będzie się tak sypała. Co prawda lubię świerki ze względu na ich zapach, ale jodła wygląda bardziej okazale. Kupię za to gałązki świerkowe do stroików, to będzie pachniało lasem.

Wyjątkowo w tym roku wszystkie prezenty już kupione; mam na myśli te, które ja miałem kupić, bo żona oczywiście jeszcze wybiera i dokupuje, i tak będzie pewnie do samej gwiazdki. W tym roku jedziemy do moich rodziców więc i dla nich trzeba było coś nabyć. Ponieważ jestem zwolennikiem zdrowego odżywiania i uważam, że wszystkie potrzebne składniki człowiek dostaje w ten sposób, zatem nie kupiłem żadnego szeroko reklamowanego suplementu diety, odżywki czy jak to nazwać – w każdym razie żadnego produktu dla seniorów, który doda im sił, energii, odmłodzi o 30 lat i tak dalej. Po prostu znalazłem fajne obrazy na płótnie, wybrałem odpowiedni do ich gustu i tyle. Może to niezbyt indywidualne, ale mama lubi różnego rodzaju ozdoby domu, a tata lubi jak mama jest zadowolona, więc powinni się ucieszyć. Po Świętach zawozimy dzieci do drugich dziadków i liczę na trochę odpoczynku. Albo i nie 🙂

A przede mną ciężki weekend, przeznaczony przez małżonkę na kompleksowe sprzątanie domu…

Wyniki wyborów

Ludzie zrobili się zadziwiająco niecierpliwi. Wszystko chcą mieć na już. Ja rozumiem, że tempo życia i tym podobne hasła są teraz na topie, ja rozumiem, że jak się za coś płaci to ma być efekt, ale mój Boże, czy świat się zawali przez to, że nie opublikowano jeszcze wyników wyborów? Co za medialna histeria. Z jednej strony naciski na tworzenie systemów informatycznych – jednorazowych niemałych wydatków (jakby nie można było zastosować dotychczasowego liczenia, skoro za to płacimy komisji i to się sprawdzało), jakby to miało nas „wepchnąć” do grona państw wyjątkowo rozwiniętych, a z drugiej pretensje, że coś nie działa. Niestety, tak to już z systemami bywa, że może nie działać, tym bardziej, że tak na dobrą sprawę testowane są podczas wyborów. Ok, dla niektórych jest to sprawa pilna, żeby poznać wyniki – być albo nie być w administracji, mieć pracę i kasę czy iść do pośredniaka, ale podczas tradycyjnej rekrutacji do pracy też trzeba trochę poczekać na odpowiedź pracodawcy. Proponuję więc uzbroić się w cierpliwość i poczekać spokojnie.

Zresztą kwestia zamówienia tego systemu pokazuje typowe różnice pomiędzy wydawaniem pieniędzy państwowych i prywatnych. Pokażcie mi przedsiębiorcę, który zatrudni ludzi do przeprowadzenia danych czynności, a dodatkowo zamówi system za prawie pół bańki, na jednorazową akcję…

Grzyby

W naszej okolicy, czyli na Dolnym Śląsku pojawiły się grzyby. Wybraliśmy się wczoraj na rodzinny spacer, bo pogoda była piękna i wróciliśmy z reklamówką opieńków, sitarzy i jednym rodzynkiem – prawdziwkiem. Ciekawe, że zwykle jak wybieramy się na grzybobranie, to wracamy z pojedynczymi sztukami, a jak tak przypadkiem, to z reklamówką – jeśli ją akurat mamy… Dziś była smażonka, a reszta wylądowała w słoiczkach.

Podręczniki

A u nas jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę. Zamiast sprzedać stare podręczniki pod koniec czerwca czy w lipcu i od razu kupować po trochę nowe (co nie jest małym wydatkiem dla dwóch dzieciaków) teraz będziemy robić akcję: „szybko, szybko, bo nie dojdzie”. Przy okazji okazało się że dzieciaki nawet nie przygotowały książek do sprzedaży. A prosiłem o wymazanie notatek i podkreśleń. Nawet zadeklarowałem, że wystawię im aukcje. Ech. Za dobrze mają. A mnie coś trafia, jak pomyślę, że jeśli ich nie sprzedamy, to pójdą do wyrzucenia. Nie znoszę wyrzucania książek (choćby podręczników szkolnych) i w ogóle marnotrawstwa. Dopiero też dostałem listę nowych książek, bo małżonka nie ma czasu zająć się tematem. Niestety nie udało mi się znaleźć używanych książek od kogoś, kto miałby kilka tych, które potrzebuję, więc pewnie znowu kupię nowe, bo jak doliczę ceny przesyłek do każdej pojedynczej książki używanej to mi wyjdzie na jedno z kupieniem wszystkich nowych u jednego sprzedawcy i zamówieniem przesyłki kurierskiej. Chętnie wysłałbym moją wesołą gromadkę na zakupy, ale pewnie wróciliby z „nadbagażem’. Nie wiem na czym to polega, ale jest w nas coś postkomunistycznego: zawsze przy różnych okazjach musimy mieć wszystko nowe. Jak kiedyś na Wszystkich Świętych i inne święta. Byłem w sobotę w sklepie i dowiedziałem się gdzie Polacy spędzają sierpniowy długi weekend: w sklepach. Masakra. Takie kolejki do kasy, że dałem sobie spokój. Dziwi mnie to, że np. dzieciaki mają w czym chodzić, ale na rozpoczęcie roku muszą mieć nowe buty (żeby to jedną parę), nowe plecaki (mimo, że dotychczasowe są ok), całe nowe wyposażenie (i nie ważne, że długopisy i pióra normalnie piszą, a kredki z zeszłego roku zostały). Musi być nowe. Zastaw się a postaw się. W tym roku również podejmę walkę z rodzinką o rozsądek. Coraz lepiej mi idzie uświadamianie 🙂