Nowy rower
No to mam nowy rower. Testowałem go w weekend. Daje radę… Rower. Ja nie zawsze 😉
Mój blog – który zdecydowanie nie jest tylko o tym, co piszą w sieci :)
No to mam nowy rower. Testowałem go w weekend. Daje radę… Rower. Ja nie zawsze 😉
Chyba muszę brać poprawki na mój wiek i przestać się wygłupiać zanim sobie coś zrobię. Dlaczego? Na przykład dlatego, że wybrałem się ostatnio z trzema kumplami pojeździć na rowerach. Nie było szybko, było bardzo rekreacyjnie. Taka wycieczka panów w hmm… średnim wieku… W końcu znudziło mi się i zamiast objechać grzecznie spadek terenu drogą dla wózków i rowerów, postanowiłem zjechać po schodach. Załóżmy, że to przez kiepskie wykonanie roweru, a nie moje dodatkowe kilogramy, ale rower się nieco połamał… Całe szczęście, że rower, a nie ja i że mi się coś nie wbiło. Koledzy mieli ubaw, ja straty: dumy własnej, roweru i nóg, które musiały drałować kilka kilometrów do domu. Roweru postanowiłem nie naprawiać i nie taszczyć ze sobą. Trafił do pana zbierającego złom. A ja mam jeszcze jeden wydatek do poniesienia podczas wakacji…
Ostatnio „wpadłem” na myśl, że nie mam żadnego hobby. Człowiek pracuje, przychodzi do domu zmęczony, coś sobie poogląda, poczyta, albo dalej popracuje, od czasu do czasu odwiedzi rodzinę, zrobi zakupy, gdzieś wyjedzie, ale… No właśnie. Gdzie miejsce na hobby, jakąś pasję. Kiedyś był na to czas, mimo że obowiązków było nie mniej. W różnych okresach życia jeździło się więcej na rowerze, biegało się, kajakowano, grało na keyboardzie (ba, jeszcze leży u rodziców), na gitarze, a nawet zajmowało „malarstwem” (choć uznanym malarzem nie miałem szans zostać) czy wędkarstwo (sprzęt wędkarski również jeszcze się ostał). A ostatnimi czasy – nic. Jasne, że od czasu do czasu wyskoczy się na rower czy kajak, ale za rzadko to się zdarza, by można było to uznać za hobby. Malowanie i granie pominę milczeniem. Muszę jednak znaleźć sobie pasję, która uprzyjemniła by mi życie. Bardzo lubię narty, ale to niestety sport sezonowy (nie ma szans oderwać się od rzeczywistości i gnać za nim latem). Szydełkowanie i dzierganie na drutach odpadają. Muszę pomyśleć… Może wrócę do tenisa…